Stary Testament Słowian, część 1.

 

 To co chce przedstawić być może zaszokuje poniektórych zaś inni ocenią mój przekaz jako fantasy. Przyzwyczajenie jest bowiem drugą naturą człowieka i ktoś kto cale życie uznawał coś od pokoleń z trudnością zaakceptuje fakt, ze się mylił.

Otóż wiemy, że większość polskich chrześcijan opiera się na Żydowskim Starym Testamencie, logicznie rzecz biorąc zupełnie niesłusznie bo jest to historia Żydów a nie Słowian. Zaś Nowy Testament jest tak naszpikowany Judaizmem , że myślący i analizujący Słowianin powinien przynajmniej w tej kwestii mieć jakieś pytania. Bóg ma być Bogiem wszystkich a nie tylko jakiejś wybranej rzekomo rasy. W mojej rodzinie ( i nie tylko mojej) znajdował się Stary Testament Słowian, dopóki go nie zabrano z naszego domu. W dodatku moja babcia prawdziwa słowiańska wiedźma ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu przekazała mi w miarę dokładnie zawartość tego testamentu i nakazała abym to ja wreszcie go upowszechniła. Do tej pory nie był odpowiedni czas według babci i jej poprzedniczek.

 Ja nie chciałam się tym zajmować i zepchnęłam to na dno podświadomości, niemniej jednak musiałam w końcu podjąć jakąś decyzję po latach oczekiwania tzw. „nie wiadomo co.” W dodatku od kilku miesięcy odczuwałam trudny do wytłumaczenia wewnętrzny nacisk aby opublikować przekaz mojej babci, poniekąd nie tylko mojej babci. Jako dziecko znałam sporo osób, które w wielu kwestiach wiary odnosiły się do Starego Testamentu Słowian, zamiast do tego ogólnie nam znanego. Ci starzy ludzie nazywali go żydowskim. Z dzieciństwa zapamiętałam wiele komentarzy na temat niesłowiańskiego Starego Testamentu, które na pewno wpłynęły na mój sposób i podejście do kwestii wiary. Aczkolwiek ten słowiański, nie przeszkadzał mi wcale być najlepszą uczennicą z religii, wręcz przeciwnie ksiądz nakazywał dzieciom aby mnie uważnie słuchały gdy oddawał mi głos. Byłam jego ulubienicą i nie pamiętam by w czymkolwiek korygował moje wypowiedzi. Dzisiaj zastanawiam się niejednokrotnie, czy znał również testament słowiański czy aż tak bardzo mnie lubił za moją jednak dosyć sporą wiedzę religijną, że nie ingerował nigdy i nie poprawiał.

 Pragnę jeszcze tytułem wstępu dodać, że nieważne ile osób będzie to czytać i nawet jeżeli będzie to dla nich fantazja, to będę się starała przekazać wszystko jak najwierniej, wszystko to co usłyszałam od babci. Ona twierdziła, że najbardziej Bóg karze fałszywych proroków. Jest Bogiem Łaskawym, nienawidzi jednak jeżeli ktoś zakłamuje Jego prawdę-ludziom, którzy nie mają tej łaski by być widzącymi. Będę więc używała sposobu mówienia mojej babci i starała się jak najmniej używać moich osobistych komentarzy, chyba że przytoczę sny, które w dzieciństwie sprowadziła ona na mnie sprowadziła, było ich niewiele i dotyczyły pierwszych Słowian. Otóż przed wielu laty, mnie 6 sześcioletniemu dziecku, moja babcia przekazała Stary Testament Słowian. Wówczas nie znałam innego jedynie ogólny Nowy Testament, ponieważ byłam wychowywana w wierze katolickiej. Natomiast czasem jak już wyżej wspomniałam słyszałam podczas dyskusji dorosłych takie czy inne komentarze o żydowskim Starym Testamencie, ale jak mi mówiono „on nie jest właściwie nasz i nie ma konieczności sobie nim głowy łamać.” Moja rodzina bardzo dbała o moją religijną edukację, więc bardzo mnie ucieszyło, że nie muszę niczego dodatkowego w kwestiach wiary się uczyć.

 Miałam ciekawe dzieciństwo, ponieważ moja babcia była jak również wyżej wspomniałam -osobą jasnowidzącą. Nie obnosiła się z tym, były to czasy komuny i nie chodziło bynajmniej o to by mogło jej coś grozić, ale robiła to na prośbę moich rodziców. Oni uważali , że takie praktyki wystawią naszą rodzinę na pośmiewisko a szczególnie ucierpieć może ich córeczka czyli ja. Z perspektywy minionych lat raczej jestem skłonna przyznać im rację. Babcia uprawiała więc swoje jasnowidzenie tylko na użytek najbliższej rodziny i znajomych. Aczkolwiek znamy przysłowie „nie będziesz prorokiem we własnym kraju”-tak było i z nią -pomimo, iż wszystkie przepowiednie się sprawdzały to część mojej rodziny podchodziła do nich sceptycznie.

 W dodatku o czym być może wielu zapomniało, było w tych czasach więcej ludzi starych z podobnymi zdolnościami – większymi lub mniejszymi. Ja jako kilkulatka byłam największym fanem babci. Najbardziej ekscytowały mnie, nie daleko sięgające przepowiednie, ale np. kto ze wsi na dniach umrze lub komu się jakiś interes nie powiedzie. Muszę tutaj przyznać, że babcia zawsze ale to zawsze trafnie przewidywała, a ja mogłam z satysfakcją komunikować fakt rodzicom rodzicom, co ich doprowadzało do białej gorączki. Miałam wtedy 4,5 lat, więc nie można było oczekiwać od dziecka w tym wieku dorosłego i przemyślanego zachowania. Jednak dobra zabawa, której jak wtedy sądziłam dostarczała mi moja ukochana babcia-miała się skończyć dosyć nagle.

 Otóż któregoś pięknego czerwcowego dnia, gdy byłyśmy same w domu jak to często nam się zdarzało-babcia oświadczyła, że należy mnie do czegoś bardzo ważnego przygotować. Musi jednak odprawić nade mną odpowiedni rytuał by przekazać mi coś czego mam strzec jak oka w głowie. Dodała, że nie może dłużej czekać bo niedługo zacznie tracić pamięć i nie będzie już zdolna zaznajomić mnie ze Starym Testamentem Słowian. Nie byłam zdziwiona zapowiedzią rytuału bo babcia często coś tam odprawiała ale zrozpaczona tym, że ukochana przeze mnie osoba nie będzie już taka jak zawsze. Zostałam jednak pocieszona, że jeszcze trochę to potrwa zanim straci tę pamięć, więc mamy nadal sporo czasu dla siebie. Nie będę opisywała na razie rytuału poprzedzającego całą sprawę ponieważ był dosyć długi, być może zrobię to innym razem.

 Po odprawionym rytuale babcia przyniosła Światowida tak nazywałyśmy figurkę z czarnego granitu, która na co dzień stała w pokoju babci. Było tam więcej figurek jak np. Jezusa Dobrego Pasterza czy najświętszej Maryi Panny. Jak sięgam pamięcią nikogo specjalnie nie szokowała ta figurka bądź co bądź pogańskiego bożka pomiędzy świętymi chrześcijańskimi. Na moje pytania o Światowida ,babcia odpowiadała, że jest starosłowiańskie wyobrażenie Boga uczynione w czasach kiedy Słowianie zaczęli jakby tracić światło i bliższy kontakt z Bogiem ponieważ złamali nakaz i zaczęli żyć jak inne rasy i łączyć się nimi. Pomimo tego, że Bóg jakby odwrócił się od nich pragnęli go uhonorować- bali się, że przyszłe pokolenia stracą kontakt ze Stwórcą. Zaczęli tworzyć symboliczne wyobrażenia Absolutu Wtedy po raz pierwszy wobec mnie babcia użyła tego słowa, dodała jeszcze , że to zaczęło się w momencie gdy Bóg kontaktował się już tylko z wybranymi Słowianami. Wielu jakby zatracało te wyjątkowe cechy, które jako jedyna otrzymała od Boga rasa Słowian. Ta rasa też otrzymała specjalne zadanie – w myśl zasady im więcej ci dano tym więcej oczekuje się od ciebie. W związku z tym Słowianie muszą dotrwać do końca świata gdyż będą murem między jasnością a ciemnością. Po tej przemowie babci, której sensu za bardzo nie pojęłam nacisnęła podstawę Światowida i wyciągnęła stamtąd dziwny dla mnie przedmiot wyglądał jak zestaw sklejonych kart wielkości dłoni dziecka. Zrobione były z czegoś co przypominało lakierowane drewno na wysoki połysk, ale w dotyku nim nie było. Były w kolorze brązowo perłowym ale jak się ustawiało pod ostrym kątem to przybierały kolor zielono brązowy. Owe karty, płyteczki, czy klepeczki (trudno mi znaleźć odpowiednie określenie) były niezwykle cieniutkie, cieńsze niż dzisiejsze płytki cd. Połączone były delikatna tkaniną, która w dotyku przypominała piórka ptaszka . Nazwałam ten przedmiot w myśli harmonijką, bo gdy się go rozciągnęło miał ok 4 m długości. Aby go złożyć wystarczyło stuknąć w jedną z klepeczek i zwijał samoczynnie, by znowu przypominać złożoną talię sklejonych kart zrobionych z jakby polakierowanego drewna. Otwieranie było już bardziej skomplikowane, chociaż czasem komuś mogło udać się tę rzecz otworzyć przypadkiem jak udawało się pewnemu pastuszkowi przed drugą wojną światową. Początkowe części płytek pokryte były czymś przypominającym światłocienie, następne części to było jakby jakiś kod kropkowo – kreskowy w najróżniejszych wariantach. Następujące po tamtych zawierały coś podobnego do run ale nie były to dokładnie runy ponieważ były zaokrąglane na końcówkach. Następnie można było znaleźć dziwne maluneczki ale nie przedstawiały rzeczy, które mogłyby być mi znane. Babcia też nie orientowała się co mogły oznaczać ponieważ nie potrafiła wszystkich części otwierać. Dalej były znaki roślinne nie wszystkie rośliny uznawałabym za rośliny ale według babci rosły one na tych poprzednich planetach, które kiedyś były ojczyzną Ariów zanim nie spaliły ich dzieci Kaina. Następnie było już coś co przypominało pismo jednak nie mam porównania z żadnym znanym mi pismem pomimo, że potrafiłam pisać już w wieku czterech lat a babcia zadbała abym przynajmniej wizualnie poznała i pismo chińskie i arabskie. Mieliśmy w domu też coś pisane cyrylicą. Następnie następowała partia krzyży wszystkie były równoramienne i wpisane w elipsy i koła i w takie jakby czterolistne koniczynki, elipsy i koła z tymi krzyżami również się zazębiały. Znajdowały się tam również różne rodzaje swastyk tzn. miały różne końcówki ramion. Na 6 lub 7 płytce od końca był wreszcie znajomy dla mnie krzyż bo przypominał ten na którym ukrzyżowano Jezusa-od góry do dołu owinięty był jakby w ciernie. Na górze była tabliczka z czterowersowym napisem w nieznanym mi języku ale ten język optycznie jakby był w jakiś sposób mi znajomy. Na moje pytanie dlaczego tak dużo jest napisane na tabliczce skoro my na krzyżach mamy tylko jeden wers” Jezus Chrystus Król żydowski”,babcia wyjaśniła , że Żydzi wymogli na Piłacie dopisek coś w rodzaju ”ale nie ten Żydom obiecany czy przepowiedziany” – coś w tym rodzaju. Nie jest to tłumaczenie dokładne, chodzi jedynie o sens ogólny. Z tego krzyża opadały jakby krople w każdym razie coś co je przypominało. Na moich oczach babcia wrzuciła złożoną już harmonijkę do pieca jednak ogień jakby odsuwał się od przedmiotu. Po paru minutach babcia gołą ręką wyciągnęła spokojnie harmonijkę z ognia -mówiąc nie idzie tego spalić ani porąbać ani nie ulega to gniciu, jest to w naszej rodzinie od pokoleń. Po chwili dodała dumą i bardzo uroczyście, że jest to Stary Testament Słowian – Ariów. Zrozumiałam, że wymawia słowo Ariowie ale wymówiła je z takim dziwnym akcentem, że przeszły mnie ciarki i wtedy dopiero dotarło do mnie, że uczestniczę w czymś niezwykłym.

 Babcia poinformowała mnie jeszcze, że za parę dni kiedy zakwitnie kwiat paproci (pewnie ten umowny, który kwitł za starożytnych Ariów) pójdziemy do lasu nad bagienko, tam spędzimy noc i nauczę się rytuału chowania przed niepowołanymi oczami tego testamentu, bo są na niego zakusy. Niestety na rytuał miałam poczekać do następnego roku bo za parę dni spadła na nas wiadomość, że moja ukochana mama ma raka. Nie byłam w te dni zdolna do niczego oprócz rozpaczania. Mama wydobrzała ale kiedy jeszcze była w szpitalu zjawiło się u nas kilku panów. Minęli babcię jakby była przedmiotem i poszli jak po sznurku po Światowida mówiąc, że są z milicji i rekwirują zabytek bo rzekomo nie należy do nas. Babcia była zdruzgotana zauważyłam, że próbuje naprędce zastosować jakiś rytuał bo obaj mężczyźni nie dają rady złapać figurki. Zachowywali się tak jakby ich parzyła, po chwili tej niemej walki wszedł trzeci. Facet popatrzył na nas i powoli zdjął przeciwsłoneczne okulary-spojrzał na mnie tak jak nigdy nikt przedtem w moim życiu, ani potem i zaręczam wszystkim, że nikt nie chciałby kogoś takiego na swej drodze spotkać .Ja stałam jak sparaliżowana a babcia runęła na podłogę jak długa, prawdopodobnie straciła przytomność. Mężczyźni spokojnie zabrali figurkę, trzeci założył równie spokojnie okulary na swoje oczy przypominające dwie kostki lodu. Podszedł do mnie i powiedział „nie trap się mama będzie zdrowa ale uważaj na siebie” ukucnął przede mną i powtórzył syczącym szeptem „przyrzekasz, że będziesz na siebie uważać jesteś taka ładna jak zresztą wszystkie wasze wiedźmy” po chwili dodał -były. Po czym zaśmiał się w taki sposób, że zrobiło mi się słabo ze strachu. Na szczęście babci wracała przytomność i jakoś, żeśmy się pozbierały jednakże ona cały czas jak katarynka powtarzała, że nas dopadli i że to ona zawiniła. W końcu mimo strachu. który we mnie tkwił zaczęłam pocieszać babcię, że ona mi wszystko opowie a ja zachowam to w pamięci i w odpowiednim czasie przekażę dalej, niestety moja ukochana babcia nie była już tą samą osobą. Można powiedzieć, że zaistniała sytuacja ją złamała – ja natomiast dopiero po latach pojęłam powody jej rozpaczy. W pewnym sensie miałam do niej żal bo nad stratą testamentu bolała bardziej aniżeli nad chorobą mojej mamy. Mamusia w miarę szybko doszła do siebie, nie był to guz złośliwy więc byłam znowu szczęśliwa jak każde dziecko, które wie, że jednak mamy nie straci. Rodzice jak tylko dowiedzieli co się stało, byli po prostu wściekli, bardzo się temu dziwiłam ponieważ zawsze kłócili się z babcią gdyż ich zdaniem mąciła mi w głowie. Mama zdecydowała, że zgłosi się na milicję i będzie żądała zwrotu figurki oraz jej zawartości ponieważ forma zarekwirowania wyglądała na zwykłą kradzież. Wtedy babcia powiedziała coś czego do dziś nie zapomnę, a mianowicie, że to nie byli Polacy. Ja wówczas jako niewiele rozumiejące dziecko protestowałam-że przecież mówili po polsku ,ten jeden nawet długo ze mną rozmawiał. Mama pomimo wątpliwości babci zwróciła się jednakże do milicji nawet tej wojewódzkiej -i jedna i druga zaprzeczyła jakoby miała do nas wysyłać kogokolwiek. Zresztą wtedy i tak milicji nikt nie wierzył więc sprawa umarła śmiercią naturalną.

koniec części 1

 

Autorką jest wnuczka słowiańskiej wiedźmy.
Dziękujemy za udostępnienie tekstu.

9 komentarze

  • „Bóg ma być Bogiem wszystkich a nie tylko jakiejś wybranej rzekomo rasy.”
    Parę wersów później:
    „Wielu jakby zatracało te wyjątkowe cechy, które jako jedyna otrzymała od Boga rasa Słowian.”
    To jak w końcu? 😉

    Bajek o innych planetach nie warto już komentować, stopień absurdu wyższy nawet niż teorie o prehistorycznej Lechii.

    • Wiedźma wyraźnie powiedziała, że Bóg wybrał rasę Słowian do wypełnienia pewnego ważnego zadania a nie by ją obdarzać większą miłością i uwagą niż inne rasy.

      Sądzę jednak, że teorie Wielkiej Lechii nie przekraczają stopnia absurdu bajek o rozstępujących się morzu, które wybiórczo pochłania inne istoty ludzkie bo nie są akurat wybrane lub bajki o bogu, któremu trzeba było naznaczyć krwią tę czy inną chałupkę bo byłby się biedny wnet pomylił i ukatrupił nie to dziecię co trzeba itde,itpe. Domniemuję, że znasz tę księgę pełną opisów wyrzynania i wojen w imię ziemi obiecanej-oj ten boziu to się dobrze bawił .

  • Marzanno, jeżeli już przedstawiasz swoją historię, to formatuj tekst.
    Rób odstępy, akapity. Twórz nagłówki.

    A co do tekstu, napisałaś o figurce Światowida, to może spróbuj naszkicować jak wyglądała ta figurka i pokaż szkic. Może ktoś miał okazję spotkać się z nią i uda się ją odzyskać?

    Może zostało jakiejś stare zdjęcie gdzie w tle była ta figurka?

    • Zmieniliśmy lekko formatowanie na stronie mamy nadzieję, że będzie teraz bardziej przejrzyście.

      Tytułem doinformowania-Stary Test.Sł.pisze wnuczka słowiańskiej wiedźmy, moje teksty to te które podpisuję. W tekście wnuczki wiedźmy słow. masz wyraźnie napisane, że nie figurki szukamy tylko zawartości czyli owego St. Test. Słowian. Natomiast w tekście mojego autorstwa” Dlaczego przedstawiamy St.Test.Sł.” napisałam, że w którymś następnych numerów przedstawimy graficznie ów przedmiot.

  • Witam serdecznie.
    Kiedy można się spodziewać kontynuacji bo to bardzo ciekawa historia.

  • Trzeba taką wiedzę otoczyć opieką strażnika czystej istoty tej sprawy najlepiej zrobić jakieś spotkanie nie czekać z tym do następnych części starego testamentu fajnie się czyta jak komiksy, ale to w słowie mówionym znajduje się odpowiedz w piśmie można znaleźć kierunek i wskazówki czasami jest tak, że tajemnice mają w sobie system samozachowawczy i nawet jeśli ktoś je wykradnie to nie znaczy, że będzie potrafił ich używać dobry przekaz może zniszczyć zło, a przesłanie zrozumie ten, dla którego zostało stworzone dlatego nie martwiłbym się utratą przedmiotów.A skupiłbym się bardziej na słowie, które zostało przekazane i zapamiętane przez babkę pewnie kluczem do tego jest prawdziwe zrozumienie, które rozwija się i dojrzewa jak ta dziewczyna, która jest gotowa, aby o tym opowiedzieć.

Dodaj komentarz