Anioły (słowiańscy bogowie)

Co mówi STS o Aniołach a właściwie według Słowian o bogach, którzy się nami opiekują. W różnych mitologiach tych bogów nie było aż tak dużo jak w naszych słowiańskich wierzeniach a właściwie powinniśmy powiedzieć w naszej słowiańskiej wierze, ponieważ wierzenia niekoniecznie muszą mieć wiele wspólnego z wiarą. A więc tylko Słowianie mieli ogromne ilości bogów opiekunów a we wczesnych czasach Ariów, także towarzyszy i pocieszycieli.

A więc w tamtych pradawnych czasach gdy byliśmy blisko Ojca Stwórcy, bywało pomimo wszystko i tak, że człowiek nie mógł odpowiedniej rady czy pocieszenia znaleźć wśród swojej rodziny, przyjaciół czy rodu, a miewając jakieś udręki istnienia wolał prosić o pomoc istoty wyższe. Zwracał się wtedy do swojego boga opiekuna o znalezienie odpowiedniego boga, który by pomógł w rozwiązaniu takiego czy innego dylematu. Zawsze tę pomoc dostawał nawet jeżeli ona polegała na tym, że dany bóg uświadamiał mu, że on sam z łatwością mógł problem rozwiązać. Niemniej była to także pomoc zważywszy, że często nie ufamy własnym siłom, uważając się za mniej wartościowych od innych.

Według STS bogowie( dzisiaj aniołowie) to nasi najwięksi przyjaciele zawsze byli gotowi do pomocy człowiekowi, na przestrzeni epok nic się w tym względzie nie zmieniło. Nasi pomocnicy światłości są dyskretni, mają dla nas ogromne serca mówiąc po ludzku zamartwiają się o nas. Nasz Anioł(bóg ) Stróż jest z nami zawsze ale inne istoty opiekuńcze przychodzą tylko wtedy gdy je poprosimy. Nie wchodzą nieproszeni z butami w nasze życie jest to kolokwializm ale oddający dokładnie ich obraz z ludzkiego punktu widzenia.

Nie są kapryśni jak „opiekunowie” z ciemnej strony mocy, nie obrażają się na nas i nigdy nam nie szkodzą, są to przecudowne istoty patrząc z człowieczego punktu widzenia zarówno płci męskiej jak i żeńskiej. Boleją strasznie jeżeli nie są w stanie powstrzymać człowieka przed podszeptami ciemnej strony, czy go ochronić. Uważają to bowiem za tzw. osobistą porażkę, często na prośbę naszego boga stróża „pracują zespołowo” w sprawach bardzo ważnych.

Skoro mamy takich potężnych opiekunów to dlaczego brniemy często w tzw. bagno czy idziemy na oślep ku niebezpieczeństwu, takie pytania nasuwają się nam niejednokrotnie, ale patrząc z logicznego punktu widzenia – nie powinny. Jesteśmy przecież najbardziej niezależnymi stworzeniami we wszechświecie, mamy całkowicie wolną wolę i nawet te istoty będące tak blisko OJCA STWÓRCY NIE MAJĄ PRAWA ZAGLĄDAĆ W NASZĄ DUSZĘ ANI WPŁYWAĆ NA NASZE WYBORY CHYBA, ŻE JE OSOBIŚCIE POPROSIMY. SAME OD SIEBIE MOGĄ NAM TYLKO PODPOWIADAĆ WYBÓR DROGI LUB ROZWIĄZANIA.

Niestety jest mnóstwo zakłóceń uniemożliwiających połączenie się z naszymi pomocnikami światła, po pierwsze jak już wiele razy powtarzałam za STS żyjemy w miejscu tylko w połowie należącym do światła, druga jego część należy do zła. To właśnie zło ingeruje w nasze przekazy i odbiory wiadomości od Transcendencji, oczywiście tak samo ingeruje i dobro, ale nie zawsze możemy mieć jasność przekazu. Bardzo często sami jesteśmy winni ponieważ nawet osoby wychowane w religii chrześcijańskiej wcześnie rezygnują z kontaktu z aniołami.

Powody ku temu są różne, dzieci Kaajina wszelkimi sposobami mieniącymi się również naukowymi przekonały ludzkość, że Bóg to zabobon. Nikt natomiast nie pyta ich dlaczego wyznają swojego mściwego i mrocznego boga, oni oczywiście znają odpowiedź na to pytanie, nigdy też nie przechodzą na inne wyznania chyba, że jest to zaplanowane i jest to dla kasy. Oni nie tylko boją się tego „boga”, ale odczuwają takie przerażenie, że mogliby czegoś nie dopełnić jak on sobie życzy, że nawet ciężko nam to sobie wyobrazić.

Następnym powodem braku kontaktu z aniołami jest sposób naszego życia. Zamykamy sobie tunel świetlny wszelkiego rodzaju używkami, intencjami niezgodnymi z moralnym aspektem życia, (nie mam na myśli tutaj typowych codziennych grzeszków bo te popełniamy często machinalnie), chodzi o świadome intryganctwo przeciw bliźniemu. W świetle STS – bliźni to każda rasa oprócz dzieci Kajina, jest to wyraźnie zaznaczone, nawet jeżeli pseudo chrześcijaninowi nie będzie się to zdanie podobało to nic nie poradzę, zresztą jeszcze w epoce wodnika się o tym przekonamy.

 

 

 

Wracając do zakłóceń na linii dusza człowieka – boscy przewodnicy; jest przylepionych do nas mnóstwo różnych paskudnych bytów, otaczają nas czasem tak szczelnie, że nie jesteśmy w stanie usłyszeć swoich przewodników. Te byty nie przychodzą same z siebie zapraszamy je chcący lub mimowolnie. Niekoniecznie są to od razu wysłannicy Demona, jak już w którymś z artykułów pisałam, wiele aniołów podczas buntu bogów najpierw przeszło na stronę Lucyfera potem się wycofały. Niektóre swoim postępowaniem naprawiły błąd lub go nadal naprawiają i są w drodze do Ojca. Inne zaś lawirują pomiędzy otchłaniami , a ciemną stroną mocy i człowiekiem nigdzie nie przynależąc.

Te istoty są bardzo złośliwe, ponieważ uważają, że człowiek otrzymał więcej od nich i z zazdrości szkodzą nam. Niektóre zaś na wyższym poziomie być może nie planują nam dokuczać ale są kapryśne, to nam pomogą aby zaraz zepsuć, bo uważają, że nie zasłużyliśmy, tak z nimi jest ponieważ utraciły możliwość kochania, mogą natomiast przywiązać się do człowieka lub jakiejś idei na ziemi, ale są bardzo niestałe. Co o tych istotach mówi STS napiszę jeszcze, ponieważ towarzyszą nam częściej niż siły demoniczne. Te istoty bardzo przeszkadzają na „łączach”ponieważ starają się udowodnić istotom światła, że człowiek na nic nie zasługuje czyli, że jest bardziej kapryśny i chwiejny niż one. Jest to przykre ale częściowo mają rację, niewiele znam osób posiadających rozeznanie dobra i zła a do tego trzymających się zasad boskich.

Są jeszcze przypadki odwracania się od bogów, otóż wiele osób twierdzi, że nie akceptują tego czego nie są w stanie swoją materialną percepcją pojąć. Zazwyczaj te osoby jeżeli słyszą bogów przewodników nazywają to intuicją, często też błędnie odczytują ostrzeżenia, ponieważ nie korzystają, że tak to określę z właściwego kodu.

Jeżeli chcemy być z naszym aniołem stróżem połączeni, musimy się na niego i na inne siły światła otworzyć, nie wystarczy wyklepywać modlitewkę z lat dziecinnych przed snem. Należy z nim zacząć rozmawiać jak ukochanym niezawodnym przyjacielem i zawsze zaznaczać, że wołamy tylko siły światła, ponieważ wielu z nas ma też negatywnego przewodnika a ten najzwyczajniej podsłuchuje by krzyżować nasze plany. Nawet jeżeli wielu z was wyda się to śmieszne, to w rzeczywistości tak jest. Być może jeszcze przed Nowym Rokiem podam Wam prosty rytuał, jak uwolnić się od od natrętnego „podsłuchiwacza”, byście jaśniej rozumieli przesłania i podpowiedzi jasnych istot, które ułatwią Wam życie.

Do przypomnienia Wam o aniołach(bogach), naszych stróżach skłoniła mnie przygoda, którą niedawno przeżyłam. Zacznę może od tego, że raczej mam dobre kontakty z moim Aniołkiem Stróżem, ale jak większość ludzi nie zawsze go słucham, gdyż czasem wydaję mi się, że wiem lepiej.
I teraz gdy mam bardzo dużo pracy, jestem zmęczona i często rozmawiam z nim „w biegu”, a ostatnio go nie słuchałam, uważałam wręcz, że nic nie ma mi do przekazania. Głównie stres zapewne zamknął mi anielski „światłowód”. Więc pojechałam na zakupy w towarzystwie i tak fajnie nam się rozmawiało, głównie jednak o sprawach przyziemnych ale zabawnych, że ignorowałam cichutki głosik z mojego wnętrza „wracaj do domu”. Sądziłam, że jestem odstresowana i tyle.
No niestety a raczej na szczęście jako, że zawarłam z siłami anielskimi pakt, że mają oficjalny dostęp w moje sprawy i prawo ingerencji natychmiastowej i właśnie ta ingerencja nastąpiła.

Jako, że nie miałam zamiaru posłuchać „głosiku”, tylko udać się na zakupy jak planowałam, a jednak przy wysiadaniu z auta tak się zaplątałam, że wylądowałam na chodniku z buzią pełną piasku, brudna i rogiem na czole. Zmuszona byłam więc zarządzić odwrót i przełożyć zakupy na drugi dzień. Po przyjeździe do domu okazało się, że zapobiegłam katastrofie i to w ostatnim momencie, która to katastrofa mogłaby mnie bardzo wiele kosztować a może i nie tylko mnie osobiście. Jestem więc bardzo wdzięczna mojemu słowiańskiemu opiekunowi, pomimo że było to ostrzeżenie z tych brutalniejszych ale nie miał innego wyjścia.

Na koniec chcę przytoczyć jeszcze jeden przykład pewnej znanej mi osoby, która po kilku poronieniach za namową swojej sąsiadki, która to była wielką fanką i znawczynią aniołów, poprosiła swojego opiekuna by nikt oprócz niego nie dowiedział o się o kolejnej ewentualnej ciąży dopóki nic nie będzie w stanie jej i dziecku zagrozić. Jako, że często zostawała sama ponieważ mąż miał pracę poza domem, nie czuła się bezpiecznie jak sama twierdziła, w dodatku rodzina mogła z zewnątrz uchodzić za zamożną, choć tak na prawdę tonęła w kredytach.

Tak więc pewnej nocy zbudziły kobietę dziwne dźwięki, wstając chwyciła za gaz i nagle stanęła oko w oko z zamaskowanym mężczyzną, tak ją to przeraziło, że nawet nie pomyślała by użyć, trzymanego w ręce pojemnika. Napastnik zaś podniósł łom w górę tak jakby chciał ją uderzyć, jednak nagle z krzykiem przerażenia opuścił łom i uciekł, za nim wybiegł drugi ze złodziei. Jak się tylko ogarnęła natychmiast zadzwoniła na policję, policjanci zabezpieczyli ślady, także pozostawiony na miejscu napadu łom. Nie tylko napadnięta kobieta ale też policja głowiła się co mogło tak nastraszyć bandziorów, że uciekli porzucając nawet „narzędzie pracy”.

Kobieta uważała, że policjanci dziwnie na nią patrzyli tak jakby to ona coś kombinowała. I rzeczywiście nie spodziewała się takiego obrotu sprawy, bandytów złapano już na drugi dzień a ich zeznania były nieprawdopodobne i niemalże doprowadziły do rozwodu poszkodowanych małżonków. Otóż obaj twierdzili uparcie, że nagle z za pleców kobiety tej nocy wyłonili dwaj ponad dwumetrowi mężczyźni sięgający głowami prawie do sufitu, o długich, prawie białych włosach, i mocno błękitnych świecących oczach, mieli też błyszczące stroje. Wyglądali tak groźnie, że napastnicy myśleli, że nadszedł ich marny koniec, a przedtem jeden z nich zamierzał uderzyć kobietę łomem bo jak twierdził trzymała coś w ręku. Policja nie uwierzyła w dwumetrowych obrońców natomiast prawdopodobnie dała jednak wiarę w bardziej przyziemnych panów, będących w gościach pod nieobecność męża.

Nie wiadomo jakby skończyło się dla tej pani uderzenie łomem, a na dodatek przystojnych dwumetrowych panów uwierzył również mąż, dopiero po dokładnym przeanalizowaniu sprawy przez rodzinę i sąsiadkę, a także na wiadomość, że kobieta jest w ciąży wszyscy wspólnie doszli do wniosku, że byli to aniołowie stróżowie jeden matki a drugi córki, która urodziła się zdrowa po siedmiu miesiącach. Tak więc życzę wszystkim Słowianom takiej przyjaźni z naszymi słowiańskimi bogami, bardzo to na pewno ucieszy i naszego Stwórcę i Jego Syna, którego narodziny zaraz będziemy obchodzić.

Wnuczka słowiańskiej wiedźmy

Dodaj komentarz